iu

11 listopada 2013

rogale marcińskie...

Przez długi czas byłem uprzedzony do rogali marcińskich. Wszystko przez to, że kiedyś miałem okazję jeść kupne. Były okropne. Ciężkie, twarde, słodkie aż do obrzydzenia i chyba nie za bardzo świeże. Na szczęście w tym roku postanowiłem sam się z nimi zmierzyć. Było warto. Wyszły cudowne. Delikatne ciasto, pyszny farsz (jak ja uwielbiam wszelkie masy makowe!), świeże i jeszcze ciepłe. Pycha!


Na początek słów kilka o samym świętym. Marcin z Tours, bo o nim mowa urodził się ok. 315 r. najprawdopodobniej w miejscowości Szombathely, która znajduje się w zachodniej części dzisiejszych Węgier. W wieku 15 lat wstąpił do Armii Konstancjusza II. 

Pewnego zimowego dnia jadąc konno napotkał Marcin u bram Amiens żebraka proszącego o jałmużnę. Młody legionista chwycił za szablę, odciął połowę swej żołnierskiej opończy i podarował mężczyźnie. Następnej nocy Marcinowi we śnie ukazał się Chrystus odziany w jego płaszcz, który wypowiedział do aniołów słowa:

"Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział" 

Pod wpływem tego wydarzenia, mężczyzna przyjął chrzest i postanowił opuścić wojsko. Uważano bowiem, że chrześcijanom nie godzi się przelewać krwi. Po odejściu z wojska wyruszył na Węgry do sowich rodziców aby nawrócić ich na chrześcijaństwo. 

W drodze powrotnej udał się do św. Hilarego, biskupa Poitiers, gdzie został jego uczniem. Po pewnym czasie osiadł jako pustelnik na wysepce Gallinaria w pobliżu Genui. W 361 r. założył pierwszy klasztor w Galii, w Ligugé. Dziesięć lat później, mimo jego sprzeciwu, lud wybrał go biskupem Tours. Jako biskup prowadził nadal surowe życie mnicha, co budziło niemały sprzeciw okolicznych biskupów. Zakładał kolejne klasztory, które łączyły koncepcję życia mniszego z pracą misyjną.

Święty Marcin zmarł 8 listopada 397 r. w Candes podczas jednej z podróży duszpasterskich. Jego ciało sprowadzono Loarą do Tours i pochowano 11 listopada. 

Dziś Święty Marcin jest patronem Francji, królewskiego rodu Merowingów, diecezji w Eisenstadt, Mainz, Rotterburga, Amiens, a także dzieci, hotelarzy, jeźdźców, kawalerii, kapeluszników, kowali, krawców, młynarzy, tkaczy, podróżników, więźniów, właścicieli winnic, żebraków, żołnierzy.

W ikonografii przedstawiany jest w stroju biskupa lub jako żołnierz oddający płaszcz żebrakowi. Jego atrybutami są: dzban, gęś na księdze, gęś u jego stóp, koń, księga, model kościoła, dwa psy lub żebrak u jego stóp. 

Tylko co łączy św. Marcina z poznańskimi rogalami...?

Wiąże się z tym kolejna historia, a raczej legenda...

Dawno temu, bo w roku 1891, opowieść o świętym Marcinie usłyszał pewien poznański piekarz imieniem Walenty. Oczarowany szlachetnym gestem świętego, również pragnął uczynić dla ludzi coś dobrego. Nie wiedział jednak co mógłby uczynić. Nie był żołnierzem, nie posiadał też konia. Dlatego zaczął modlić się do św. Marcina, aby mu pomógł... 

W nocy w przeddzień odpustu, Walenty usłyszał na drodze stukot końskich kopyt. Podbiegł szybko do okna i zaniemówił. Jego oczom ukazała się tajemnicza postać. Był to mężczyzna ubrany w zbroję, jadący na  śnieżnobiałym koniu. Jeździec spojrzał tajemniczo na piekarza, uśmiechnął się do niego i znikł w oddali. Po tym dziwnym spotkaniu Walenty dostrzegł w śniegu coś lśniącego. Wybiegł na dwór aby sprawdzić co to.  Okazało się, że była to podkowa, którą zgubił koń. Walenty wiedział już co ma zrobić. Wrócił do swojej pracowni i postanowił upiec ciastka z nadzieniem makowym pełnym bakalii i zawijanych w kształt owej podkowy. 

Kolejnego dnia, po mszy świętej, Walenty zaczął rozdawać wszystkie ciastka biednym i głodnym. Ten gest tak spodobał się ludziom, że mężczyzna wypiekał rogale co roku 11 listopada. Po jego śmierci tradycję przejęli inni piekarze, a potem kolejni i do dziś możemy zajadać się ich smakiem.  

A teraz przejdźmy do przepisu :) 


Nieznany autor, Święty Marcin i żebrak, koniec XV w.


ok. 15 rogali:

masa makowa:
250 g maku białego (ja użyłem niebieskiego)
250 g cukru
150 g okruchów biszkoptu
100 ml miodu
40 g masła
40 g posiekanych orzechów włoskich
40 g posiekanych rodzynek
1 łyżka skórki pomarańczowej
2 jajka

Dzień wcześniej przygotować masę makową. Mak opłukać, umieścić w garnku i zalać wrzątkiem. Gotować na małym ogniu przez ok. 30 minut. Odcedzić i przełożyć do miski. Dodać cukier, dokładnie wymieszać. Mak z cukrem zmielić w maszynce trzy razy. Masło rozpuścić w dużym garnku, dodać miód, posiekane orzechy włoskie i rodzynki. Podgrzewać na niewielkim ogniu. Dodać mak i smażyć przez ok. 10 minut cały czas mieszając. Zdjąć z ognia i odstawić do wystudzenia. Do zimnego maku z bakaliami dodać okruchy biszkoptów i jajka. Dokładnie wymieszać na jednolitą masę.

ciasto półfrancuskie:
500 g mąki pszennej
200 ml mleka
60 g cukru
60 g roztopionego masła 
10 g świeżych drożdży
2 jajka
1 żółtko
150 g masła (zamrozić)

Przygotować rozczyn z drożdży. Mleko podgrzać w rondelku, dodać dwie łyżeczki cukru, trzy łyżeczki mąki i drożdże. Dokładnie rozpuścić, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 20 minut. W tym czasie utrzeć jajka i żółtko z cukrem na puszystą masę. Mąkę przesypać do dużej miski, dodać wyrośnięty rozczyn z drożdży, masę z jajek i cukru, mleko oraz rozpuszczone masło. Dokładnie wyrobić ciasto (nie powinno kleić się do rąk). Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 30 minut. 


Zamrożone masło zetrzeć na tarce na grubych oczkach i wstawić do lodówki.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę i rozwałkować na szeroki prostokąt. Schłodzone masło ułożyć na 2/3 szerokości ciasta i składać kolejno: 1/3 ciasta bez masła złożyć do środka, następnie drugą część z masłem. Całość rozwałkować na prostokąt. Złożyć jeszcze raz w taki sam sposób. Następnie schłodzić w lodówce przez ok. 30 minut. Czynność powtórzyć jeszcze 2 razy (razem z chłodzeniem). Gotowe ciasto rozwałkować na prostokąt grubości ok. 0,5 cm. Wykrawać naprzemienne trójkąty, układać masę makową i zawijać zaczynając od podstawy w kierunku wierzchołka. Rogale przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Posmarować jajkiem roztrzepanym z niewielką ilością mleka i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 30 minut. Piec w 180°C przez ok. 30 minut na złoty kolor. Wystudzić. 

lukier:
100 g cukru pudru
kilka łyżek gorącej wody

Cukier puder wymieszać z wodą. Lukrem smarować rogale i posypać siekanymi orzechami. Podawać.

Smacznego! :)







15 komentarzy:

  1. ale pięknie i apetycznie się prezentują...

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę, kolejny oryginalny pomysł, wyszło super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Domowe musza być wspaniałe :D A jeśli Twoje smakowały tak jak wyglądają to musi to być najlepszy wypiek na świecie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Idealnie wyglądają :) U mnie dzisiaj podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat ostatnio bardzo miałam ochotę sprówać rogali marcińskich, bo nigdy ich nie jadłam.
    Wyglądają super ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moi przyjaciele, twierdzą że nie ma nic gorszego do jedzenia niż rogal marciński kupiony 11 listopada bo to zwykła masówka, dlatego oni zajadają się rogalami kilka dni przed. Mieszkam w Poznaniu i oni też.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, musze się wreszcie pokusić o zrobienie, bo Twoje wyglądają kusząco:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Pewnie, zapraszam! :D

      Usuń
    2. Coś mi się wydaje,że na jednym by się nie skończyło :P :)

      Usuń
  9. Cudowne rogale! : )
    Wyglądają bardzo kusząco.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyglądają bosko. Może i ja się z nimi zmierzę w przyszłym roku, bo mnie kupne też nie zachwyciły wcale, ale Twoje są przecudne :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak to właśnie jest, że mimo, że receptura jest dość ściśle określona można kupić rogale wspaniałe i bardzo kiepskie. Dlatego w Poznaniu robi się co roku ranking i warto je kupować u tych najlepszych cukierników:)
    Jako rodowita Poznanianka nie mogłam nie skomentować:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo przyjemnie u Ciebie. piękne zdjęcia, miło popatrzeć:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz pilne pytanie, skontaktuj się ze mną drogą mailową: kontakt@krainasosny.pl